TRAKTORY, KOMBAJNY, POJAZDY ROLNICZE

Daje drugie życie starym pojazdom

Na swoim koncie ma naprawę wiele jednośladów. Niektóre z nich uratował od złomowania. Wyremontował też 40-letniego ursusa i dziadkowego trabanta. Tym ostatnim pojechał do... ślubu.

Michał Barteczka ze Szkaradowa (powiat rawicki) na co dzień pomaga rodzicom prowadzić kilkunastohektarowe gospodarstwo i firmę zajmującą się sprzedażą pasz oraz artykułów rolniczych. Każdą wolną chwilę od najmłodszych lat poświęca na majsterkowanie. Przyznaje, że swoje zainteresowanie odziedziczył po tacie. - On też jest taki trochę majsterkowicz - kombinator. Mamy na swoim koncie nawet kilka wspólnych pomysłów.

Pomógł mi chociażby zrobić pojazd przypominający gokarda - mówi Michał Barteczka. Już jako mały chłopiec stał się autorem budowli z zapałek, a potem drewnianych ozdób ogrodowych - od domku i wiatraków - po studnie. - Z kolegami zrobiliśmy nawet drewniane wózki, do których zamontowaliśmy kółka od wózka dziecięcego. Nadal stoją one w przydomowym garażu - dodaje Michał Barteczka. Do dziś poprzez swoje majsterkowanie, stara się ułatwiać sobie i rodzinie codzienne obowiązki. Przykładem może być choćby własnoręcznie wykonany ozdobny stojak do rowerów czy pług zamontowany w okresie zimowym do... kosiarki. Z pasją do motoryzacji Mieszkaniec Szkaradowa od wielu już lat pasjonuje się motoryzacją.

- Miałem w swojej karierze chyba z 10 motorynek - komarków. Pierwszy dostałem po wujku. Po dziadku Mieczysławie dostałem pierwszy motocykl - WSK-ę. Kiedy mi się zepsuła, to ją sprzedałem kuzynowi, bo nie wiedziałem, jak ją naprawić. Z sentymentu potem próbowałem ją odnaleźć, ale niestety się nie udało - opowiada Michał Barteczka. Przyznaje, że jak tylko kupił jednoślad w lepszym stanie, to stary sprzedawał. Kiedyś będąc u jednego z gospodarzy, zobaczył starego komarka, którego wła- Michał Barteczka, młody rolnik - pasjonat ze Sz karadowa ściciel chciał wywieźć na złom.

- Tak mnie kusiło i w końcu za 30 zł go odkupiłem. Nie ma co prawda kół, ale może jeszcze gdzieś znajdę. Dużą część sprzętu sprzedałem, jak poszedłem do technikum w Lesznie. Nie powiem - później niektórych rzeczy żałowałem. Jak choćby tego, że sprzedałam starą WSK-ę za 150 zł, a ile teraz miałbym naprawiania i frajdy. Do dziś pamiętam, jak w dawnym kurniku siedziałem codziennie przez wiele godzin i montowałem ten stary motocykl. Całego poczyściłem i pomalowałem - wspomina. Jedna z jego WSK jest rozebrana na części i czeka aż Michał znajdzie dla niej trochę czasu. - Leży porozkładana w kartonach. Jest nawet zarejestrowana i opłacona. Musi tylko być pomalowana i skręcona - dodaje Michał Barteczka.

Jeszcze jako gimnazjalista zrobił od podstaw gokarta. - Uczyłem się na nim spawać. Zamontowałem w nim silnik od WSK, cztery koła od motorynki i jeszcze jakąś starą ramę - sam nie wiem, od czego. W efekcie wyszedł mi taki pojazd, że wiele osób nie mogło się nadziwić - opowiada Michał Barteczka. Gdy był uczniem technikum i podczas pobytu w wojsku, miał przestój w majsterkowaniu, bo po prostu brakowało mu na to czasu.

Po odbyciu służby wojskowej zaczął przerabiać i odnawiać stary traktor - ursus C4011 z 1970 roku. - To chyba jedno z największych moich osiągnięć. Wymieniłem błotniki, kupiłem nową kabinę, zrobiłem nową maskę, a na koniec całego pomalowałem. Maskę zrobiłem nową, bo nigdzie nie mogłem dostać takiej zielonej, pasującej do mojego traktora. Jak już zrobiłem, to okazało się, że jedna z polskich firm robi właśnie takie i do tego plastikowe. Pamiętam do dziś, jak czekając w żniwa na polu na kombajn, dłutkiem czyściłem maskę ze starej farby. Tak kombinowałem, aż zrobiłem nową. Trochę ją pociąłem, trochę wygiąłem, trochę kolega mi ją pospawał, bo nie miałem wtedy odpowiedniego sprzętu. W końcu wyszlifowałem i pomalowałem. Przy okazji musiałem przerobić też filtr powietrza. Wykorzystałem taki od żuka. Sam traktor skróciłem o kilkanaście centymetrów, tak by koła wystawały przed maskę. Wcześniej były one schowane i często parkując przy samej ścianie, uderzaliśmy o nią maską. Teraz dojeżdżając do muru nie mamy obaw, że uszkodzimy lakier czy wgnieciemy blachę - relacjonuje Michał Barteczka.

Przyznaje, że na przeróbkę traktora wydał około... 200 zł. - To naprawdę niewiele. Oczywiście nie liczę mojej pracy i czasu - dodaje. Przerobiony traktor Michała Barteczki wziął nawet udział w konkursie „wynalazki rolników”, organizowanym przez ogólnopolskie czasopismo rolnicze.

Dziadkowym trabantem do ślubu - Trabanta rocznik 1984 dostałem od dziadka Ignacego, kiedy kupił sobie lepsze zachodnie auto. Zawsze powtarzał, że mi nie da samochodu. Mojemu bratu to tak, ale mnie nie, bo go za szybko zepsuję. Ja zawsze bardziej żywiołowo podchodziłem do prowadzenia pojazdów niż Jacek, a dziadek truchlał, jak widział mnie za kierownicą - wspomina Michał Barteczka. Był wtedy w IV klasie technikum. Dziadkowy samochód ułatwił mu życie, bo nie bardzo miał jak dojeżdżać aż za Leszno na praktyki. Dzięki temu nie musiał przez wiele godzin tłuc się autobusami. - Oczywiście pierwsza podróż skończyła się awarią. Okazało się, że kiedy jechaliśmy na rezerwie, przestał nam działać taki kranik. Było trzeba dowieźć paliwo, żeby jechał normalnie - relacjonuje Michał Barteczka.

Po skończeniu szkoły, trabant stanął w garażu. I tak stał, aż Michał ze swoją narzeczoną podjęli decyzję o ślubie. - Kiedyś śmiałem się, że na własny ślub pojadę tym trabantem. Potem jednak zamierzaliśmy jechać do ślubu nowoczesnym samochodem. W końcu jednak zdecydowaliśmy się pojechać trabantem. No i się zaczęło - mówi mieszkaniec Szkaradowa. Wymienia po kolei czynności, które musiał wykonać, by przywrócić świetność trabantowi. - Najpierw wymyłem silnik i naprawiłem hamulce. Potem zawiozłem go do blacharza, by mi go profesjonalnie pospawał. Ten jednak się nie spisał, tak jak powinien, więc sam kupiłem sprzęt i zacząłem go robić po swojemu. Tak zleciał mi kolejny miesiąc. W międzyczasie tata naprawił mi uszczelkę pod głowicą, bo mi nie starczyłoby na to cierpliwości. Dobry miesiąc trwało też czyszczenie i malowanie karoserii. Przy okazji naprawiłem i wyczyściłem cały układ wydechowy oraz pomalowałem koła. Również w środku miałem trochę pracy. Tak naprawdę to całego trabanta skończyłem jakieś dwa tygodnie przed weselem. Sam się dziwię, że dałem radę - opowiada Michał Barteczka.

Podsumowując wydatki, wyszło mu, że wydał na materiał około 2 tys. zł. - Sama farba kosztowała 800 zł. 250 zł dałem za materiał i uszycie futerkowych obić na siedzenia. Dopytywałem nawet o koszt obszycia siedzeń, podsufitki i boków skórą. Wyszło 800 zł, ale niestety zabrakło na to już czasu, więc musieliśmy zadowolić się białym futerkiem - wymienia młody rolnik. Dziś uważa, że ogólny efekt przerósł oczekiwania. Dlatego też z chęcią wypożyczy go jakiejś młodej parze, lubiącej stare samochody. - Jest tylko jeden problem - młody pan musi umieć przełączać biegi gałką przy kierownicy - dodaje.

Michał Barteczka, jak twierdzi, zawsze chciał mieć quada albo motocykl crossowy. Marzenie się spełniło i rok temu kupił quada, którym często przemierza piaszczyste okolice Szkaradowa i Jutrosina. Znajduje też czas, by pograć w piłkę nożną, jak i gry komputerowe. - Dziś na moje pasje mam już coraz mniej czasu. Niedawno się ożeniłem i nie było jeszcze konfrontacji hobby i żony, ale mam nadzieję, że Karolina nadal pozwoli mi na moje majsterkowanie czy grę w piłkę nożną - dodaje mieszkaniec Szkaradowa.

Honorata Dmyterko Honorata Dmyterko

 

© Copyright dobre-traktory.pl - dobre-traktory.pl. | All Rights Reserved.
Serwis dobre-traktory.pl nie odpowiada za informacje zamieszczone w serwisie.
Zamieszczone na stronach serwisu informacje o towarach i usługach nie stanowią oferty w rozumieniu art. 66 § 1 w związku z art. 61 § 2 Kodeksu cywilnego.